strona główna
survival
patenty
rośliny jadalne i użytkowe, galeria
tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki
nowości
zrób to sam
filmy i programy, aktualnie w TV
sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć?
jedzenie
kontakt
umiejętności podstawowe i zaawansow.
spis treści, słownik, szukaj
Jest to kolejny z cyklu artykułów "Survival wg. Bartosza Gorayskiego". Wszystkie teksty są chronione prawem autorskim.

O hubach
czyli co to jest fomes fomentarius


e-mail

Pokażę Wam najbardziej właściwe huby do niecenia ognia różnymi metodami oraz opiszę sposoby ich zbierania i przygotowywania.

W czasie swoich wypraw poznałem wiele metod rozpalania ognia. Z powodzeniem je stosowałem i czynię tak do dziś. Najważniejsze, byście jako nowicjusze mieli okazję nauczenia się już za pierwszym razem jak poprawnie używać metod niecenia ognia wraz ze wszelkimi czynnościami z tym związanymi. Taką okazję Wam stwarzam, ponieważ poniekąd macie okazję uczenia się teraz z pierwszej ręki czyli ode mnie.

Zacznijmy od najważniejszych informacji: Fomes fomentarius to łacińska nazwa hubiaka pospolitego. To tzw. "huba" - pasożytniczy grzyb, który rośnie na pniach drzew. Rośnie dziko w miejscach odludnych lub niezbyt uczęszczanych. Niektóre okazy mogą zaskakiwać swoimi rozmiarami.
W dawnych czasach nie używano zapałek - krzesano iskry krzesiwem lub uzyskiwano żar używając drewnianego świdra. A hubiak od wieków dostarczał doskonałego materiału na hubkę.

Bardzo lubię wyprawy na huby, ponieważ można je zbierać o każdej porze roku. Czasem takie przedsięwzięcie jest nie lada wyzwaniem, gdyż niektóre huby rosną wysoko. Niekiedy jednak nie należy bez potrzeby ryzykować i wspinać się po nie. Można poszukać innych w łatwiej dostępnych miejscach - prawdopodobnie będą mniejsze ale to nie oznacza że mniej przydatne.
Kiedy znajdziecie pierwszą hubę z gatunku fomes fomentarius najpierw ostrożnie oderwijcie ją od pnia, do którego jest mocno przyrośnięta. W tym celu należy próbować podbijać ją dłońmi od dołu, obruszać ją odpowiednio i przy odrobinie wysiłku powinno udać się ją oderwać. Stosując tę metodę odrywam okazy wielkości niedużego bochenka chleba. Mniejsze okazy natomiast można odrywać w ten sam sposób albo próbować je odcinać posługując się toporkiem lub nożem. Pewnego razu użyłem nawet płaskiego dłuta by odciąć sporą hubę, ponieważ zależało mi na tym, żeby była w całości. Również przy tej czynności liczy się wprawa. Największe problemy można napotkać przy zbiorach suchych twardych okazów huby. A z czasem stają się jeszcze twardsze i trzeba włożyć więcej pracy i wykazać się pomysłowością by je pozyskać.

A oto piękny okaz fomes fomentarius, na którego przykładzie nauczę Was sztuki robienia hubki. Opowieść będzie tym bardziej niezwykła i pasjonująca, że zdradzę tu sekret pozyskiwania najlepszej wełenki rozpałkowej, którą można zapalić nawet iskrą.
KOLEJNA „HUBOWA” TAJEMNICA
Każdy, kto po raz pierwszy będzie miał w rękach hubę zachowa się podobnie jak ktoś, kto trzyma w rękach orzech kokosowy i nie wie jak się dostać do jego cennego wnętrza. Taki grzyb wydaje się twardy - zbyt twardy by naruszyć go nożem. Twarda jednak jest tylko jego wierzchnia skórka - bez względu na to, czy huba jest świeża, czy ususzona. Jeśli trzymamy w rękach okaz świeży tzn. świeżo zebrany z żywego drzewa - będzie on wilgotny wewnątrz. Ale to nawet lepiej, ponieważ właśnie wtedy mamy szansę dostać się łatwo do jej wnętrza. Bo wewnątrz, tuż pod skórką znajduje się brązowy miąższ przypominający filc.
Nie ma większego sensu by dostawać się do hubki wycinając lub rozłupując po kawałku twardą skórkę. Do huby najłatwiej dostać się od dołu. W świeżej hubie można łatwo wydłubać nożem po kawałku „rurkową” tkankę i odsłonić brązowy miąższ.
Po oczyszczeniu tak powstałej konchy z resztek „rurkowej” tkanki mamy w rękach doskonały materiał do niecenia ognia - już w naturalnym naczyniu czyli twardej łupinie. Teraz wystarczy przesuszyć takie grzybowe naczynie na słońcu, by w stosunkowo niedługim czasie mieć już do dyspozycji półfabrykat do dalszej obróbki. Zobaczcie, gdzie znajduje się ta warstwa znakomitej zbitej wełenki.
widzisz?
Jak widzicie, hubka tworzy warstwę tuż pod twardą skórką hubiaka. Jest łatwa do rozpoznania, gdyż wyraźnie różni się od pionowo ustawionych rurek.
W przekroju dorodnej huby widać znakomicie ową cenną warstwę. Wskażę palcem ową warstwę jeszcze raz, aby nie było żadnych wątpliwości.
Oto kilka metod na wydobycie ogień chwytającej wełenki:

Potrzeba oczywiście hubiaka pospolitego (fomes fomentarius), czegoś na zaimprowizowany stół warsztatowy, na którym będziemy pracować nad grzybem, koniecznie mocny nóż, a nawet przyda się piłka do drewna by wygodnie ciąć grzyb.

Zacznijmy od położenia grzyba na naszym improwizowanym stole warsztatowym.
Pamiętacie oczywiście moje rady na temat tego, by wszystkie czynności wykonywać dokładnie i z rozwagą?

Zacznijcie więc od dokładnego obejrzenia huby. Oceńcie ją, nauczcie się cieszyć się taką zdobyczą. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczny kształt grzyba, jego rozmiary. Te wskazówki pomogą ocenić, jaka ilość wełenki kryje się wewnątrz.

Kolejną czynnością jest odwrócenie grzyba jego spodnią stroną do góry. Dla absolutnej jasności pokazuję ją palcem. W nią właśnie wbijemy nóż, by sprawdzić co kryje się wewnątrz.
Jeśli będziecie postępować zgodnie z moimi wskazówkami, to macie bardzo duże szanse na samodzielne wydobycie doskonałego materiału na rozpałkę.
Należy zacząć od wiercenie wywiercenia czubkiem noża dziury w spodniej części grzyba. A następnie trzeba tak manipulować nożem, by wydłubywać kawałki rurkowej tkanki. W pewnym momencie zaczniecie wyciągać kawałki rurek, na końcach których widoczne będą wełniste brązowe kłaczki.


Przerwijcie pracę i przyjrzyjcie się im uważnie, ponieważ macie w rękach coś wyjątkowego. Na pewno zauważycie różnicę między rurkowym spodnim miąższem a wełnistym kłaczkowatym brązowym lub beżowym materiałem. Ta zbita wełnista tkanka to cel naszych poszukiwań: AMADOU.
W tym momencie macie już w rękach doskonałą hubkę gotową do użycia (po wstępnym przesuszeniu). W tym stanie kawałki wełenki z huby nawet bez specjalnego rozcierania czy skrobania nadają się do stosowania w metodzie łuku i świdra.
Jest jednak jeszcze lepszy sposób przygotowywania wełenki. Dzięki niemu można rozpalić żar dosłownie jedną iskrą. Oto on:

Oto kolejny hubowy sekret: Sztuka przygotowywania wełenki fomes fomentarius.

Jest kilka metod ale opiszę moim zdaniem najlepsze, które sam sprawdziłem i stosuję w terenie. Za każdym razem, gdy zabieram się za przygotowywanie rozpałki i niecenie ognia, czuję się jak zdobywca. Jest to nie lada wyzwanie i sprawdzian umiejętności człowieka lasu.
Zacznijcie więc od... pokrojenia huby.
Należy kroić grzyb w poprzek na plastry grubości kciuka (ja przyjmuję właśnie taką miarę).
I znów ważna informacja dla nowicjuszy: Plastry należy przesuszyć wstępnie, jeśli grzyb, z którego je wycinaliście był wciąż nieco wilgotny. Ale nie zapominajcie, że pod twardą wodoszczelną skórą grzyba miąższ ma inną wilgotność niż spodnia rurkowa warstwa, więc czas potrzebny na wysuszenie takich kawałków będzie różny.
Często na szlaku korzystałem z tej metody i często też trafiały mi się huby, z których wełenka praktycznie od razu nadawała się do użycia jako rozpałka. Kiedy prowadziłem kursy przetrwania (nie tylko dla cywilów), pokazywałem tę metodę ponieważ to znakomite źródło rozpałki w terenie.
Kiedy plastry z grzyba są już gotowe, należy im się ponownie uważnie przyjrzeć. Wyraźnie będzie widać warstwę która jest dla nas najbardziej interesująca i to właśnie nad tą warstwą będziemy pracować. Wystarczy zeskrobać nożem lub kawałkiem krzemiennego odłupka nieco wełenki z warstwy AMADOU z naszych plastrów.
Już po kilku ruchach ostrza zauważycie, jak zaczyna się gromadzić lekki i włóknisty materiał – najprawdziwsza wełenka iskrę chwytająca.

Przyjrzyjcie się uważnie jak wspaniała jest taka hubka - drobne włókienka przypominające roztartą wełenkę lub bawełnianą watę. To jedna z najdoskonalszych rozpałek jakie stworzyła natura. Właśnie takie cuda natury sprawiają że warto stać się zdobywcą i wędrowcem, by samemu mieć okazję przeżywania takich doświadczeń.
Bardzo lubię poszukiwania tych wspaniałych grzybów w pięknych lasach i odludziach, gdzie jeszcze można je bez większych problemów znajdować. Jeśli o mnie chodzi, to już sam fakt, że w lesie można znajdować huby (i to o praktycznie w każdej porze roku) wystarczy, żeby zwabić mnie na szlak. Za każdym razem to wspaniała wyprawa zbieracka. A hubowe trofea są niekiedy wprost niesamowite.
Taki pukielek Fomes fomentarius sprawi że przy jego pomocy rozpalicie ogień i przetrwacie na odludziu. Ten doskonały materiał niemal natychmiast zacznie się tlić. Nawet, jeśli użyjecie jakiejś soczewki np. ze zwykłych okularów czy wykręconej ze sprzętu fotograficznego lub optycznego. Ja używam jej do niecenia ognia przy pomocy łuku i świdra.

Uwaga: wełenka fomes fomentarius to jedna z najdoskonalszych naturalnych rozpałek. Lecz jeśli jest idealnie roztarta na włókna - wystarczy byle podmuch wiatru żebyście stracili nawet sporą porcję. Zawsze należy chować wełenkę z huby do jakiegoś pojemnika np. z brzozowej kory, by zabezpieczyć jej zapas przed wiatrem.
Zobaczcie sami, jak dobrze tli się nawet mała porcja fomes fomentarius. Zawsze należy chronić takie zarzewie od podmuchów wiatru. Nie należy także dmuchać na wełenkę zbyt mocno - praktycznie nie ma takiej potrzeby, ponieważ sama tli się i rozżarza.
A solidne porcje własnoręcznie naskrobanej z hubowych plastrów wełenki można obficie dokładać do dymiącej już porcji zapałowej zwiększając tym samym wielokrotnie szanse na to, iż po dodaniu takiego zarzewia do porcji suszu uzyskamy ogień.



Poznaliście już kilka sekretów przetrwania z górnej półki. Takie metody prezentowałem także na zamkniętych kursach przetrwania dla elitarnych formacji wojskowych. Trenujcie dla nabrania wprawy lecz nie zapominajcie, że natura zazdrośnie strzeże swoich skarbów i próby odebrania jej np. hub rosnących na drzewach mogą zakończyć się kontuzją. Wykonujcie czynności z rozwagą.
KONCHA HUBY

Pewnie spotkaliście się już z określeniem koncha muszli. Chodzi tu o kształt zbliżony do misy lub talerza. W każdym razie takie skojarzenie kształtu jest jak najbardziej właściwe.
Pokażę Wam teraz kolejny sekret ludzi lasu, a mianowicie sposób drążenia hub, by w jeszcze inny sposób dostać się do naszej cennej wełenki. Już na tym etapie Waszych przygotowań i treningu w sztuce ludzi lasu, umiecie wydłubywać nożem rurkową tkankę ze spodniej strony grzyba. Więc teraz łatwo przejdziecie do kolejnego etapu.
Zobaczcie jak wygląda dobrze wydrążona huba przygotowana do dalszych czynności.
W ten oto sposób wydłubując rurkową tkankę odsłoniliście powierzchnię zbitej wełenki. Po przesuszeniu można więc przystąpić do jej skrobania. Jest to już nieco łatiejsze, bo naskrobana wełenka gromadzi się w gotowym naczyniu, jakim jest koncha huby.
Tak zgromadzony materiał należy od razu zakryć lub dopiero po wstępnym suszeniu na Słońcu. Dzięki temu można będzie bezpiecznie przenosić wełenkę w pobliże przygotowanego wcześniej paleniska nie obawiając się wiatru.
Zdradzę Wam kolejną tajemnicę prosto z sił specjalnych. Otóż twarda skórka hub jest na tyle mocna, że może wytrzymać całkiem wysoką temperaturę.
Kiedyś na jednym z treningów przetrwania sił specjalnych stosowaliśmy huby jako ogrzewacze do rąk. W jaki sposób?
Braliśmy dorodną hubę i drążyliśmy jej miąższ wykonując konchę. Następnie do wnętrza tak zaimprowizowanego naczynia wkładało się trochę ziemi lub błota dla izolacji a potem porcję żaru... I ogrzewacz do rąk był już gotowy do użycia.
Pokażę metodę, która nie wymaga aż takich zabiegów i można ją z powodzeniem stosować o każdej porze roku.
Zobaczcie jak robię taki ogrzewacz w małej wersji pasującej akurat do dłoni. Takie naczynie z zarzewiem po pewnym czasie się rozgrzewało, mocna zewnętrzna skóra huby przewodziła ciepło ale nie przepalała się. Trzymanie takiego rozgrzewacza w dłoniach w zimny dzień było bardzo przyjemnym doznaniem, a ciepłe dłonie przykładało się do twarzy, by przenieść w ten sposób trochę ciepła. Zobaczcie jak robię taki ogrzewacz w małej wersji pasującej akurat do dłoni.
Suchą hubę podobnych rozmiarów należy drążyć nożem od spodniej strony, gromadząc wydłubany materiał. Należy użyć go potem jako zarzewia wewnątrz wydrążonej hubki.

W momencie gdy wnętrze huby zacznie się wypalać, stanie się ona na tyle ciepła, że da się ją utrzymać w dłoniach. Gruba skórka się nie przepali i dobrze utrzymuje ciepło.
Zobaczcie jak wygląda gotowy hubowy ogrzewacz do rąk.
Powiem więcej: na hubowej łupinie z zarzewiem wewnątrz (oczywiście znacznie większej - wielkości mniej więcej połowy bochenka chleba) stawiałem blaszany kubek z zimną wodą. Po pewnym czasie tak zaimprowizowane urządzenie zaczęło działać jak mała kuchenka turystyczna i woda w kubku stawała się coraz cieplejsza. Działanie było co prawda trochę wolne ale efekt byłporządny.

A oto jak jak zrobić zaimprowizowaną kuchenkę – podgrzewacz:
Mamy już gotową wydrążoną konchę huby więc stabilnie trzeba ją osadzić w ziemi by nie ruszała się na boki. Następnie wewnątrz przygotowuje się specjalne miejsce na zarzewie i blaszany kubek. Aby kubek stał stabilnie a pod nim dobrze tlił się żar należy użyć kilku kamyków by zrobić małą kamienną podstawkę na której ustawiony potem będzie kubek.
Następnie po środku kamiennego mini-szańca należy wsypać kawałki huby na rozpałkę i drobne kawałki węgla drzewnego (jeśli się je akurat posiada). Po zapaleniu takiego materiału dość szybko powstaje dymiące zarzewie, które należy delikatnie rozdmuchiwać do chwili gdy uzyska się pewność że już nie zgaśnie. Wtedy można już osadzić na kamiennej podstawce blaszany kubek z płynem który chce się zagrzać.
A oto jak to powinno wyglądać:
Gdy wszystkie elementy pasują do siebie, pora ustawić zaimprowizowaną z huby kuchenkę stabilnie na ziemi i zapalić porcję podpałki po środku kamiennego szańca.
Gdy zarzewie rozpali się na dobre można stabilnie ustawić blaszany kubek na kamykach. Ważne jest by nalać odpowiednią ilość płynu - najlepiej połowę pojemności kubka, wtedy płyn szybciej się zagrzeje.



Właśnie tę metodę wykorzystywałem na kompletnym odludziu, gdzie tereny były miejscami podmokłe i roiło się wokół od komarów. Taka hubowa kuchenka-podgrzewacz miała wtedy wiele zalet. Przede wszystkim była przenośna, co dawało szansę na manipulację nim w niewygodnym terenie. Łatwo można było zagasić zarzewie. A w tym konkretnym przypadku znakomity okazywał się dym wydobywający się z takiego podgrzewacza - doskonale odstraszał dokuczliwe komary.
Taki podgrzewacz można było zamocować praktycznie w dowolnym miejscu. Nawet na konarze powalonego wiatrem drzewa, tak też w pewnym momencie zrobiłem i siedząc na konarze miałem pod ręką podgrzewacz i urządzenie płoszące komary. Nawet po wygaszeniu konchy huby miałem jeszcze przez jakiś czas ciepły ogrzewacz do rąk.

Uwaga: Po użyciu huby należy zagasić żar w hubowych łupinach. Nie wolno porzucać niewygaszonych kawałków w terenie.
Sekret kolejny
czyli o wycinaniu nożem kawałków amadou.


To już zadanie dla wprawionych ludzi lasu. Sztuka polega na odsłonięciu cennej warstwy AMADOU i wycinaniu z niej fragmentów. Następnie preparuje się takie skrawki w taki sposób, by przypominały kawałki zmechaconej irchy.
Dlaczego właśnie tak? Powodów jest kilka: Taki materiał jest dobry do transportu; jest półproduktem z którego można szybko wykonać wełenkę skrobiąc go nożem lub kawałkiem krzemienia; zajmuje znacznie mniej miejsca w sakiewce lub specjalnym pojemniku; nadaje się w sam raz do technik niecenia ognia krzesiwem.
Wykonywanie takich kawałków przez wycinanie ich nożem to także gromadzenie zapasów i dobre zajęcia dla zwalczania nudy, która może dokuczać na odludziu samotnemu wędrowcowi. Pokażę Wam jak to zrobić.
Dorodny okaz świeżej huby należy rozkroić lub przepiłować by odsłonić przekrój. Następnie oczyszcza się wstępnie miąższ z resztek pozostałych po przecinaniu by jeszcze wyraźniej było widać cenne fragmenty. W razie potrzeby hubę można pokroić dowolnie po to, by jeszcze bardziej ułatwić sobie pracę i dostać się do filcowych warstw.
Nigdy nie pracuje się ostrym nożem trzymając hubę na kolanie zawsze trzeba mieć zaimprowizowany stół warsztatowy z kawałka pnia lub drewnianego polana.
Kiedy wiadomo już, że mamy w rękach najodpowiedniejszy kawałek możemy przystąpić do ostrożnego wycinania cienkich fragmentów które do złudzenia będą przypominały kawałki wiotkiej kosmatej irchy. Są miękkie, aksamitnie delikatne i lekkie, co sprawia że należy obchodzić się z nimi bardzo delikatnie. Lecz właśnie ta „kosmata delikatność” sprawia, że jeszcze lepiej chwyta iskry i żar. Takie skrawki można zwijać. Preferuję jednak plastry z huby grubości kciuka jako solidniejsze i trwalsze lecz pokażę i taką metodę wycinania kawałków AMADOU.
Kawałki wełnistych skrawków można delikatnie rozciągać w palcach lub zmechacić kawałkiem krzemiennego odłupka. Chodzi tu oczywiście o jego ostrą krawędź, która sprawia się czasem lepiej niż ostrze noża.
Moim nożem mogę bez problemów się ogolić - do tego stopnia jest naostrzony. Lecz po długotrwałym lub intensywnym użytkowaniu traci takie właściwości .
Ciekawostką jest to iż krzemienne ostrza są niejednokrotnie znacznie bardziej ostrzejsze niż nóż z dobrej stali. Poza tym krzemienne ostrza mogą być także naturalnie ząbkowane co sprawia że znacznie lepiej się nimi skrobie hubowe skrawki.
Właśnie takie skrawki prawidłowo przygotowane i nawet wstępnie wysuszone to najprawdziwsza hubka z fomes fomentarius.
Skrawki AMADOU można wykorzystać na kilka sposobów przy rozpalaniu ognia. Najlepiej zawijać w nie ostrożnie małe kawałki żaru, by rozdmuchiwać następnie dymiące zarzewie.
Metoda przenoszenia zarzewia w hubowej łupinie na dalsze odległości

To już prawdziwy sprawdzian umiejętności człowieka lasu. Nie można lekceważyć takich metod - są to również stałe elementy profesjonalnych kursów przetrwania. Pamiętajcie, że rozpalony z trudem ogień nie może zgasnąć. Możecie już nie mieć ponownej okazji by go rozpalić. Umiejętność przenoszenia ognia lub choćby zarzewia na znaczne odległości może także uratować zdrowie lub życie.

Pokażę Wam jak to się robi na przykładzie mojej dużej huby.
Należy wziąć wydrążoną hubę i nawiercić nożem w jej krawędziach otwory przez które następnie trzeba przewlec sznurek lub zaimprowizowany powróz wykonany ze świerkowych korzonków lub giętkich pnączy. Tak to powinno wyglądać:
Dla wygody zaimprowizowany uchwyt może być znacznie dłuższy. Wtedy można całość wygodnie zawiesić np. na jakimś drzewie lub odpowiedniej gałęzi.

A jak to działa?
Działa znakomicie, w takim hubowym nosidełku należy utrzymywać zarzewie na podkładce unieruchomionej kamykami, by w czasie transportu nic nie spadło. Zapala się kawałki pokruszonej huby i gotowe. Oczywiście należy mieć przy sobie w zapas pokruszonych kawałków huby by co pewien czas dokładać dwa trzy kawałki by zarzewie nie zgasło. W takim nosidełku można przenieść żar na duże odległości. Musi ono być wykonane solidnie już za pierwszym razem. Wspaniałe jest to że nie trzeba nawet dmuchać na zarzewie ponieważ w czasie marszu pęd powietrza jest wystarczający by doskonale tliły się kawałki huby na podkładce.
A co trzeba zrobić gdy na szlaku zaskoczy deszcz? Nosidełko z dymiącym żarem można wtedy zakryć np. dużym liściem lub dowolnym nieprzemakalnym naturalnym materiałem, ja polecam kawałek odpowiednio przyciętej kory jako zaimprowizowaną pokrywkę. Takie nosidełko sprawdza się doskonale jako jeszcze jeden ważny przyrząd, to doskonałe kadzidło przeciw dokuczliwym komarom.

Uwaga: Tlących się kawałków huby nie wolno wyrzucać w lesie zawsze należy je zagasić wodą lub starannie zadeptać w ziemi.


E-mail do autora tekstu

do góry strony

survival_zielona_kuchnia