strona główna
survival
patenty
rośliny jadalne i użytkowe, galeria
tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki
nowości
zrób to sam
filmy i programy, aktualnie w TV
sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć?
jedzenie
kontakt
umiejętności podstawowe i zaawansow.
spis treści, słownik, szukaj
Jest to kolejny z cyklu artykułów "Survival wg. Bartosza Gorayskiego". Wszystkie teksty są chronione prawem autorskim.
Uwaga! Pamiętajcie żeby już od samego początku starać się wykonywać wszystko dokładnie i precyzyjnie. To powinno wejść w nawyk.
e-mail

WARSZTAT CZARODZIEJA OGNIA

Część 2 - wykonanie zestawu do niecenia ognia

A teraz pierwsza ważna porada dotycząca sztuki rozpalania ognia, chyba każdą metodą, otóż nie uda się jeśli nie włoży się w przygotowania dostatecznie dużo pracy. Dotyczy to wszelkich przygotowań łącznie ze zbieraniem zapasu opału by potem wciąż nie biegać w zarośla gdy tylko ogień zacznie przygasać, wybór właściwego miejsca na palenisko, szukanie dobrej hubki i podpałki to powinno wejść w nawyk i powinno się zbierać takie rzeczy zawsze gdy tylko będzie okazja np. po drodze gdy tylko znajdzie się coś odpowiedniego. Jedna z tajemnic sztuki przetrwania polega na umiejętnościach dostrzeżenia potencjału, zobaczenia rzeczy nieoczywistych. Tak więc dla niektórych łąka to tylko łąka, ale dla człowieka lasu to świetne miejsce w którym można znaleźć suchą trawę na rozpałkę. Nie powinno się mijać takich jak innych dobrych miejsc w których to można zebrać korę, kawałki próchna, suche włókna traw itp.
To wszystko powinno wędrować do plecaka za każdym razem gdy tylko natrafi się na takie materiały. Zaoszczędza to wiele czasu i energii na szlaku gdy zamierza się użyć pradawnych metod rozpalania ognia, bo np. w miejscu w którym znajdzie się znakomity materiał na świder lub podkładkę może akurat nie być żadnej suchej trawy czy próchna. Cóż z tego że ma się wszystko, dobry świder, podkładkę, łuk, drewniany docisk, tackę na żar, palenisko z zapasem drewna i podpałki gdy nie ma się hubek i trzeba ich szukać, a to zająć może nawet parę godzin w zależności od choćby pory roku czy dnia.

Zanim przystąpi się do zadania związanego z przygotowaniem zestawu do rozniecania ognia trzeba przyjrzeć się uważnie zaroślom. Poszukiwać będziemy bowiem krzewów dzikiego bzu, leszczynowych uschłych pędów których długość może dochodzić nawet do paru metrów, uschłych gałęzi sosen, suchych gałęzi wierzby, osiki lub topoli. Gatunki drewna które nadają się do naszych celów opiszę potem. To są bowiem znakomite rodzaje drewna nadające się do skonstruowania naszego zestawu czarodzieja ognia.

Zanim przystąpi się do zadania związanego z przygotowaniem zestawu do rozniecania ognia trzeba przyjrzeć się uważnie zaroślom. Poszukiwać będziemy bowiem krzewów dzikiego bzu, uschłych pędów leszczynowych, uschłych gałęzi sosen, suchych gałęzi wierzby, osiki lub topoli. Są to bowiem znakomite rodzaje drewna nadające się do skonstruowania naszego zestawu czarodzieja ognia. Inne gatunki drewna nadające się do naszych celów opiszę potem.

A oto jak rozpoznać dziki bez, mam tu na myśli dziki bez czarny (Sambucus nigra). Jest to krzew kwitnący wiosną na biało. Jego kwiatostanami są rozłożyste i płaskie baldachy, mają intensywny nieco mdły nieco duszny słodkawy zapach.
Niektórzy określają zapach owych kwiatów jako wręcz dokuczliwy, lecz to moim zdaniem lekka przesada. Dziki bez to roślina o znacznym przyroście rocznym i w czasie jednego sezonu może wypuścić nowe zielone gałązki o długości ponad metra. Choć znajdowałem też zielone pędy o długości nawet 2,5 metra. Możliwe że takie sezonowe przyrosty bywają nawet dłuższe - to tylko kwestia warunków sprzyjających rozwojowi rośliny.
Dziki bez czarny rośnie na obrzeżach lasów w zaroślach, gdzie utrzymuje się wilgoć. Wymaga gleby bogatej w składniki pokarmowe - jest dobrym wskaźnikiem gleb zasobnych w związki azotu - często można go spotkać w pobliżu pól, rowów i wiejskich obejść.
Krzew wypuszcza charakterystyczne proste pędy wypełnione gąbczastym miąższem, które po uschnięciu można odcinać i konstruować rurki do rozdmuchiwania żaru. Robi się to bardzo łatwo: Suchy pęd wystarczy przyciąć do pożądanej długości (wystarczy taki o długości 20 cm) i następnie drąży się go używając odpowiednio zastruganej gałązki ze świeżego drewna w celu usunięcia gąbczastego miąższu. To może czasochłonne lecz taka rurka będzie potem długo służyć.
Kiedy kwiaty przekwitną - na ich miejscu pojawią się zielone jagody, które z czasem zmienią kolor na czarny. Ich sok jest koloru czerwonego. Liście jak inne części rośliny są trujące. Jadalne są jedynie dojrzałe czarne jagody - można je jeść na surowo lub gotować z cukrem na konfiturę. Jadalne są również białe kwiaty dzikiego bzu, które można zalewać gorącą wodą i robić napar lub smażyć w cieście naleśnikowym i jeść na słodko. Zobaczcie jak wyglądają niejadalne jeszcze zielone owocki dzikiego bzu.
Kiście dojrzałych jagód dzikiego bzu czarnego w okresie dojrzewania aż uginają się pod ich ciężarem.
Dojrzale owocki wyglądają apetycznie i są dość smaczne, nawet gdy zjada się je bez dodatku cukru.
Sodki syrop z jagód tej rośliny to dobry lek na przeziębienie.

Lecz przejdźmy do sedna sprawy: Gdy znajdziemy gąszcz krzewów dzikiego bzu czarnego to powinniśmy od razu rozglądać się za prostymi suchymi pędami i grubszymi konarami. Pędy to znakomity materiał na rurki do rozdmuchiwania żaru, a grubsze uschłe już od dawna konary to znakomity materiał do zrobienia podkładki do rozniecania ognia metodą łuku i świdra. Należy odcinać jedynie najbardziej ususzone lub nawet już spękane po uschnięciu kawałki konarów. Właśnie takie obumarłe konary znajdziemy w gąszczu przerośniętych już krzewów zagłuszonych częściowo przez inne zarośla. Udawało mi się znajdować kawałki o grubości kilkunastu centymetrów. Na podkładkę wystarczy odciąć kawałek drewna o długości przedramienia.
Postaram się odtworzyć cały proces wykonywania zestawu do rozniecania ognia metodą łuku i świdra.
Zacznijmy od czegoś najprostszego, a mianowicie od zrobienia drewnianej tacki na hubkę i żar. W tym celu trzeba odciąć drewniane polano ze świeżego drewna i zabrać się za rozszczepianie go przy pomocy noża na deseczki o grubości około pół centymetra.

Drewniane polano dobrze jest ustawić na pniaku lub kamieniu i pobijać nóż przy pomocy drugiego polana.
Trzeba być dokładnym i należy mocno trzymać nóż, a gdy ostrze przepołowi już prawie do końca polano trzeba przestać je pobijać i dokończyć czynność rozszczepiając drewienko ręcznie. To dla ochrony ostrej krawędzi naszego noża, ponieważ jeśli stawiamy rozszczepiane polanko na jakimś kamieniu to na skutek energicznego uderzenia grzbietu noża jego ostrze gwałtownie przeniknie przez drewienko i zakończy swoją trasę na kamieniu. Lepiej już na samym wstępie zabrać się za pobijanie noża w sposób ostrożny by, robiąc wszystko powoli i dokładnie, uzyskać najlepszy efekt.
Z jednego kawałka drewna można uzyskać nawet parę deseczek które doskonale będą się nadawać do dalszej obróbki. To właśnie z takich deseczek wystrugać trzeba pożądany kształt tacki na hubkę i żar. Mniej wprawni mogą naszkicować kształty tacki by potem łatwo było ją wystrugać, z czasem nabierze się doświadczenia i wprawy a wtedy rysowanie na deseczce nie będzie potrzebne.
Ten drewniany przyrząd ma do spełnienia niebagatelną rolę, otóż to właśnie na nim dochodzi do zapłonu hubki który można kontrolować. Na tacce można wygodnie unieść dymiącą już hubkę i delikatnie rozdmuchiwać żar, w razie potrzeby podsypując szczyptę łatwopalnej sproszkowanej hubki, której zapas trzeba mieć zawsze na podorędziu. Wreszcie przy pomocy takiej drewnianej tacki da się wygodnie przenieść żar na rozpałkę właściwą, czyli porcję suchego sianka.
Po skończeniu obróbki efekt końcowy powinien wyglądać podobnie do mojej pracy.
To już gotowy przedmiot - zastąpiłem pleciony sznurek paskiem kory. Ideałem było by zastąpić taki pasek kory świerkowym korzonkiem, który doskonale zastępuje sznurek, ale na potrzebę chwili wystarczy taki pasek z kory. Taka pętla pełni funkcję wieszaka, ale z czasem trzeba ją wymienić, bo stanie się zbyt krucha. Więc jeśli chcecie by tacka służyła przez dłuższy czas, najlepszy do tego celu będzie pleciony sznurek, który też można wykonać z naturalnych materiałów. Ale o tym - innym razem.
Taka wielkość tacki jest dobra - o czym można się łatwo przekonać, zmieści się na niej mała garstka hubki.
Bardzo lubię starannie przygotowywać wszystkie potrzebne rzeczy w terenie.
Kolejnym elementem naszego zestawu (łatwym do wykonania) będzie rurka do rozdmuchiwania żaru wycięta z pędu dzikiego bzu czarnego. Wiecie już jak zidentyfikować ten krzew, ja staram się dotrzeć do takich które przypominają już małe drzewko, a najlepiej jest gdy jakaś jego część jest już uschnięta, bo szukać trzeba suchych już pędów. Bardzo łatwo jest je wypatrzyć ponieważ są proste i mają prawie idealny cylindryczny kształt. Zawsze wybieram sobie najładniejszy pęd i jeśli jest już wysuszony i ma odpowiednie rozmiary - odcinam go.
Następnie wybieram najlepszy fragment pędu i odcinam kawałek długości około dwudziestu centymetrów. Okorowuję go w razie potrzeby, wygładzam i starannie strugam oba jego końce by nie było tam żadnych wystających drzazg. Kiedy już skończę owe kosmetyczne czynności, biorę prosty mocny kijek ze świeżego drewna o średnicy trochę mniejszej od wewnętrznej średnicy rurki, nieco dłuższy niż moja rurka i zastrugawszy uprzednio jego koniec na kształt stożka zaczynam przewiercać gąbczasty miąższ. Co pewien czas wyciągam kijek i wysypuję okruchy.
Gotową rurkę do rozdmuchiwania żaru wykańczam dodając oplot ze sznurka pełniący funkcję uchwytu. To dość finezyjne wykończenie dodaje takiemu przyrządowi charakteru.
Jest to jeden z charakterystycznych elementów wykończenia wykonywanych przeze mnie przedmiotów. To jest jak specyficzny podpis. A ciekawe jest to, że niektórzy moi "uczniowie" przejmowali ten styl.
Zaczynam opis sposobów pozyskiwania poszczególnych elementów naszego zestawu do rozniecania ognia od sposobów wytwarzania najprostszych elementów, ponieważ będąc na szlaku trzeba myśleć o pozyskiwaniu potrzebnych rzeczy gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Powinno się korzystać z nadarzających się szans i gromadzić wszystko po drodze. Jeśli mijam akurat brzozę której kora dobrze się złuszcza zabieram jej trochę i chowam do plecaka. Jeśli mijam dobre suche sianko również je zabieram. To samo dotyczy materiałów na inne przydatne elementy zestawu, który powstaje powoli w czasie mojej wędrówki - a powstanie na pewno.
Jestem przekonany, że i nasi przodkowie stosowali podobną metodę i dzięki niej temu byli w stanie zgromadzić dobre zapasy potrzebnych rzeczy odpowiednio wcześniej by nie tracić czasu i wysiłku na poszukiwania w ostatnim momencie tuż przed zmrokiem. Moment zapadnięcia zmroku wyznaczał ostateczny termin rozpalenia ogniska.
Kolejnymi potrzebnymi przedmiotami będą: giętki łuk i drewniany docisk świdra.
Łuk powinien być wykonany zawsze ze świeżej gałęzi i dobrze jest gdy ma naturalne rozwidlenie na jednym końcu - to znacznie pomaga przy naciąganiu cięciwy. Lecz zanim zabierzecie się za poszukiwania najlepszej gałęzi na łuk, powinniście nauczyć się jak wiązać do niego cięciwę. Trzeba bowiem mieć zawsze przy sobie linkę z gotowymi już węzłami zaciskowymi na jej końcach, wtedy bowiem wystarczy tylko dociąć odpowiedni kawałek gałęzi i po prostu przywiązać do niego cięciwę. Najlepszym moim zdaniem jest węzeł nazywany stryczkiem.
Dzięki takim węzłom można łatwo założyć linkę na wygięty łuk i to na obu jego końcach, a po skończonym użytkowaniu po prostu zdjąć bez potrzeby cięcia linki czy długotrwałego jej rozplątywania. Zobaczcie jak się wiąże taki węzeł.

Najpierw weźcie linkę i zagnijcie jeden jej koniec ku dołowi a następnie w górę i przytrzymajcie powstałą pętlę w połowie, zacznijcie okręcać wolnym końcem przez środek.
Wykonajcie parę oplotów wokół trzymanych linek, wystarczy kilka np. pięć lub siedem ale może być ich więcej - w zależności od grubości linki. Ważne jest, by po zakończeniu oplatania pozostawić pętlę na dole, przez którą łatwo będzie przeciągnąć wolny koniec linki.
Teraz wystarczy lekko zacisnąć powstały węzeł pociągając za górną pętlę. Taki węzeł można zaciskać i luzować bez potrzeby jego rozwiązywania, więc znakomicie nadaje się do naszych celów.
Używać będziemy takiego węzła do mocowania linki do łuku, a teraz zobaczcie jak powinien wyglądać taki łuk.
Ważne jest aby wszystko było dobrze dopasowane: zarówno długość, grubość jak i giętkość powinna odpowiadać naszym potrzebom. Gdy macie już odpowiedni kawałek gałęzi na łuk odetnijcie potrzebny kawałek i zacznijcie go naginać w różnych miejscach w celu nadania mu lepszej giętkości. Wspominałem wcześniej, że dobrze jest gdy kij na taki łuk będzie miał rozwidlenie na jednym z końców co znacznie ułatwi naciąganie linki, lecz pamiętać trzeba by taki naciąg nie był zbyt mocny. Łuk nie powinien być zbyt wygięty, ponieważ cięciwę i tak będzie trzeba owinąć później wokół drewnianego świdra co sprawi że łuk wygnie się jeszcze bardziej.
Miejsce zaciśnięcia pętli cięciwy (stryczka) należy przygotować nacinając rowek w który idealnie dopasuje się linka i nie będzie się dzięki temu zsuwać.
Drewniany docisk świdra trzeba wykonać z drewna świeżego i dopasować jego wymiary do własnej dłoni ulepszając owy przedmiot poprzez staranne usunięcie ostrych krawędzi brzegów i wszelkich drzazg. Otwór na wierzchołek świdra można wycinać przy użyciu małego dłutka - zapobiegnie to ewentualnemu skaleczeniu ostrzem noża.
Po wycięciu taki otwór należy posmarować tłuszczem, może być i taki wyjęty z konserwy mięsnej (dobrze go widać zaraz po otwarciu puszki ponieważ jest biały). Do smarowania dobrze jest użyć kawałka drewienka, by nie pobrudzić palców.
A oto sposób na zrobienie podkładki z suchego sezonowanego konaru dzikiego bzu czarnego.
Taki konar to jeden z najlepszych materiałów na wykonanie podkładki - ze względu na swoje dobre właściwości tzw. dobry współczynnik tarcia i odpowiednią twardość. Zaczynam od wyszukania najlepszego kawałka takiego drewna i wycinam kawałek długości przedramienia i grubości kilku centymetrów. Powinien być w miarę gruby ponieważ kolejną czynnością będzie rozszczepienie go wzdłuż na dwa kawałki. Zobaczcie jak powinien wyglądać taki konar.
Idealny do naszych celów krzew dzikiego bzu czarnego powinien być pozbawiony soków i dobrze wysuszony. Jego konary mogą już być spękane i pozbawione kory co jest widocznym znakiem że mamy doczynienia z sezonowanym drewnem. Pamiętajcie, jeżeli tylko znajdziecie taki krzew to postarajcie się spożytkować jak najwięcej jego części, by zgromadzić sobie spory zapas.
Po odcięciu potrzebnego kawałka zwróćcie uwagę na to, że w przekroju gałęzi widać gąbczasty rdzeń - co jest kolejnym dowodem, że mamy w rękach właściwe drewno. W różnych konarach taki gąbczasty rdzeń może być więcej lub mniej widoczny, ale zawsze będzie widać jego ślad.
W procesie dalszej obróbki należy rozpołowić przycięty wcześniej kawałek nadający się na podkładkę w taki sam sposób jak rozpołowiliśmy polano ze świeżego drewna na tackę do hubki, lecz na dwie części ustawiając nóż dokładnie i pobijając go solidnym kawałkiem drewna (nie kamieniem).
Po rozpołowieniu wzdłuż naszego drewna, zabieramy się za obróbkę tego "ładniejszego” kawałka. Usuwamy pozostałości gąbczastego rdzenia i wyrównujemy wszystkie nierówności tak, by przylegał równo płaską stroną do ziemi gdy go na niej położymy.
Następnie starannie obrabiamy nożem oba końce, nadając im charakterystyczne cechy kawałka obrabianego ciosami noża. Ja zawsze tak robię, ponieważ nadaje to mojej podkładce charakteru i skutecznie zaciera równe powierzchnie tak charakterystyczne dla cięć piły. Mam na względzie to że nasi przodkowie nie używali piły a jedynie ciosali drewno siekierkami. Ja do pewnego stopnia ułatwiam sobie pracę używając piły, ale jedynie po to by zaoszczędzić czas i nie hałasować w czasie pracy ponieważ ciosanie, a zwłaszcza rąbanie drewna, jest w lesie dość głośne.
Ociosany na końcach kawałek na podkładkę wygląda nieźle i już na tym etapie obróbki zaczyna cieszyć oko. Teraz można sięgnąć po dłutko by zacząć wycinać gniazda na świder i nawet pokusić się można o wycięcie otworu na jednym z końców podkładki, by potem przewlec przez taki otwór pleciony sznurek i zrobić pętlę pełniącą funkcję wieszaka
Wycięcie kilku otworów dłutkiem to niby proste zadanie, ale w tym przypadku gdy wycinamy gniazda na świder czas nie ma znaczenia - nie wolno się spieszyć. Należy pracować dokładnie, nadając otworom pożądany kształt. Zachowanie równych odległości pomiędzy gniazdami nada końcowemu efektowi estetyczny wygląd.
Zawsze gdy wycinam dłutkiem otwory w podkładce na gniazda dla świdra staram się od razu nadać im właściwy kształt, takie gniazda nie powinny mieć płaskiego dna lecz lekko wklęsłe i zaokrąglone.
Przyszedł czas na dopasowanie drewnianego świdra. Ja używam dwóch, gdy zamierzam wiercić w podkładce wykonanej z drewna dzikiego bzu czarnego. Pierwszy świder wykonuję z prostego uschłego pędu leszczyny (to ten krzew z którego można zebrać orzeszki laskowe). Pełni on jedynie funkcję wiertła, które wytwarza na skutek tarcia pył drzewny, dość dobry bo w znacznym stopniu już zwęglony. To wstępna produkcja pyłu, który dopiero później zostanie rozżarzony. To ważna część całego procesu rozniecania ognia metodą łuku i świdra. Poza tym świeżo wycięte dłutkiem w podkładce gniazdo na świder trzeba "zaczernić" wiercąc energicznie mocnym drewnianym wiertłem. Nadaje to także takiemu otworowi właściwy kształt i głębokość, oraz jest testem na przydatność podkładki. Gdyby jej kolor nie był po zakończeniu wstępnego wiercenia czarny lecz brązowy, mielibyśmy problem - taka podkładka nie nadawała by się. Taki czarny otwór wystarczy tylko połączyć klinowym wycięciem z krawędzią podkładki i zabrać się za rozniecanie. Klinowe wycięcie wykonane w "zaczernionym" gnieździe podkładki jest widoczne na zdjęciu. Zawsze warto wykonać kilka gniazd na świder w podkładce i "zaczernić" je. Ja z zwykle wykonuję co najmniej cztery takie otwory.
Zobaczcie jak wyglądają moje dwa świdry. Zawsze lepiej wykonać ich kilka na zapas. Na szlaku zawsze gromadzę ich więcej i to z różnych nadających się do tego gatunków drewna, by potem wybrać te najlepsze.
Brązowy świder to świder wykonany z leszczynowego pręta, a jasny jest wycięty z wierzbowej w miarę prostej gałęzi. To właśnie świder wierzbowy jest świdrem zapałowym, czyli takim z którego da się uzyskać czarny miałki pył, który w trakcie intensywnego wiercenia takim świdrem w drewnianej podkładce zacznie się żarzyć.
Taki wierzbowy świder warto dodatkowo ulepszyć poprzez przymocowanie tzw. wiatraczka z kawałków sznurka lub skrawków jakiegoś materiału. Na taki wiatraczek można wykonać nacięcie na świdrze.
Taki wiatraczek zostaje wprawiony w ruch w czasie napędzania świdra za pomocą łuku, co znakomicie wpływa na rozdmuchiwanie żaru, który zacznie gromadzić się w klinowym wycięciu podkładki. Poza tym rozproszony zostaje dym wydobywający się z gniazda świdra w czasie wiercenia i nie ulatuje prosto w twarz. Wierzcie mi, taki pędzelek przymocowany do świdra powoduje dość znaczny pęd powietrza i nie trzeba nawet wciąż dmuchać by żar nie zgasł.
Taki wiatraczek powinien wyglądać mniej więcej tak:
Ważne jest ustalenie wysokości umocowania wiatraczka - musi być poniżej miejsca oplotu cięciwy łuku, w takim miejscu by się nic nie splątało. Dobrze zawiązany wiatraczek można przesuwać na pożądaną wysokość.
A oto na jakiej wysokości powinien znajdować się taki wiatraczek:
Mamy już kompletny zestaw do rozniecania ognia metodą łuku i świdra. Pokażę wam teraz jak zabrać się za przygotowanie hubki.

Jesteście nowicjuszami, ale pewnie i Wam ta nazwa kojarzy się z czymś wyjątkowo łatwopalnym i suchym. Taka właśnie powinna być dobra hubka.
Niektórym hubka od razu kojarzy się z czymś puchatym, więc opiszę właśnie coś o takich właściwościach, będzie to coś w sam raz dla nowicjuszy.
Mam tu na myśli idealną rozpałkę do krzesiwa, która zajmie się ogniem od iskier i będzie łatwa do znalezienia w terenie. Zastanawiacie się pewnie co to może być - są to suche szczyty traw.
To wyśmienita rozpałka. Jeżeli są suche są także kruche i dają się łatwo rozetrzeć w dłoniach. Używam ich również jako suszu do wyrobu survivalowych świec (ale o tym innym razem).
Zbierajcie same szczyty - takie trawy są wysokie i łatwo suszy je wiatr. Gdy je napotkam zawsze napełniam nimi kieszenie na zapas.
Takie trawy najłatwiej znaleźć na polanach i łąkach, a czasem rosną nawet przy jakiś drogach.
Zrywając takie szczyty traw warto im się uważnie przyjrzeć, by zrozumieć co takiego sprawia iż są taką dobrą rozpałką.
Teraz dopiero widać że mamy doczynienia z bardzo delikatną ażurową konstrukcją - Między małymi delikatnymi gałązkami są tysiące suchych pędzelkowatych wyrostków, niekiedy z odrobiną puchu roślinnego. To właśnie sprawia że mamy w rękach znakomitą hubkę, która zapali się nawet od iskier z krzesiwa.
Możemy dalej doskonalić naszą hubkę dodając porozdzieraną na cienkie paski brzozową korę i roztarte na cienkie włókna suche siano. Najlepiej gdy siano przygotujemy oddzielnie, formując z niego coś na kształt ptasiego gniazda. To właśnie w takie zaimprowizowane gniazdo z siana wkładamy nasze szczyty traw z brzozową korą.

I DODAM JESZCZE COŚ CIEKAWEGO

Wszystko to ma sens jeżeli zawsze używamy prawidłowo przygotowanego paleniska, i mamy w zapasie dość drewna do podtrzymania ognia.


Czy wiecie że to właśnie umiejętność pozyskania i rozniecania ognia uczyniła z naszych przodków prawdziwych zdobywców ówczesnego świata?
Tak właśnie było, i najprawdopodobniej właśnie to zadecydowało o możliwości dalszego rozwoju całej cywilizacji. To właśnie ogień pozwalał się ogrzewać w klimacie, który był znacznie chłodniejszy niż teraz, dawał szanse na przygotowanie posiłków i przygotowanie prymitywnej broni. Ogień dawał także szanse na przetrwanie w nowych miejscach, i nie trzeba już było prowadzić osiadłego trybu życia wokół jednego paleniska (podtrzymywanego całymi latami).

Ale z jakiego źródła dawni ludzie mieli ogień? Najprawdopodobniej ogień został pierwszym ludziom podany w sposób naturalny za pośrednictwem piorunu. I tak pozyskany był największym i najpilniej strzeżonym skarbem w jaskiniach dawnego świata. Prowadzono zaciekłe walki o ogień, ponieważ to właśnie on był obiektem największego pożądania innych plemion. Więc wiedza na temat rozniecania ognia to zmieniła, i można już było rozpocząć wędrówki, rezygnując z osiadłego trybu życia.
Również dla nas sztuka rozpalania ogniska to niemal podstawa przetrwania w terenie, ponieważ daje on nie tylko ciepło, ale pozwala osuszyć mokre ubranie, nadaje się do sygnalizacji, przygotowywania potraw i gotowania wody. Ogień to podstawa egzystencji.

Czy wiecie że dawni ludzie choć grzali się przy ogniu to najprawdopodobniej jadali mięso na surowo?
Istotnie naukowcy tak sądzą, najprawdopodobniej pierwsza pieczeń powstała na skutek przypadku. Jakiś kawałek mięsa znalazł się na jakiś czas w żarze paleniska, ale by się nie zmarnował został z niego wyjęty i zjedzony. Z czasem odkryto, iż pieczone mięso jest lepsze i daje się przez pewien czas przechowywać. A najlepiej jeśli jest uwędzone w dymie na ciepło.

Ostrza pierwotnych włóczni nie miały doprawionego grotu - były to po prostu zaostrzone z jednej strony w miarę proste kije. Lecz taki prosty grot stawał się znacznie twardszy jeżeli zahartowało się go w ogniu.

Palenie ognia w obozowisku miało również inne zastosowanie: trzymało z daleka dzikie i groźne zwierzęta, płoszyło dokuczliwe owady a w nocy dawało światło.


Koniec części 2 (wykonanie zestawu do niecenia ognia)

Poprzednia - część 1 (teoria i schematy)
Ciąg dalszy - część 3 (robienie hubki), część 4 (niecenie ognia)

E-mail do autora tekstu


do góry strony

survival_zielona_kuchnia