strona główna survival patenty rośliny jadalne i użytkowe, galeria tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki nowości zrób to sam filmy i programy, aktualnie w TV sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć? jedzenie o autorze umiejętności podstawowe i zaawansow. spis treści, słownik, szukaj
Chciałbym podzielić się swoim doświadczeniem i wnioskami wynikającymi z budowy i testowania samodzielnie wykonanych prowizorycznych kajaków.
Jacek Drabarczyk

Kilka lat temu znalazłem artykuł kpt. Wiktora Kuli "Prowizoryczne środki do przeprawiania patroli pomysłu kapitana Irzykiewicza", zamieszczony w Przeglądzie Wojskowo-Technicznym (R.11, T-XXII, 1937, Saper z.3, T.XXII, wrzesień 1937). Łódka tam opisana była wykonana z indywidualnej płachty namiotowej, rozpiętej na szkielecie z gałęzi o średnicy 2-4cm.
Na tej podstawie w 2001 roku, przy wydatnej pomocy Rafała Grzelczaka, wykonałem pierwszy kajak z podwójnie złożonej płachty starego namiotu bawełnianego (dawno pozbawionego jakiejkolwiek impregnacji) i gałęzi pozostałych ze ścinki.
Potrzebne na wzdłużnice gałęzie o długości 2,5m zastąpiłem konstrukcją kombinowaną, tzn. gałęziami ok. 1,5 m związanymi parami ze sobą z zachowaniem ponad 0,5m zakładki. Ich cieńsze końce, skierowane do skraju łodzi pozwalały się łatwo giąć, formując dziób i rufę.
Problem stanowiło wykonanie wręg wzorowanych na dziecięcych łukach z patyka i sznurka. Albo dawały się giąć i były zbyt wiotkie, co wymagałoby zastosowania ich w dużej ilości, albo były wystarczająco sztywne konstrukcyjnie, ale miały zbyt płytkie wygięcie. Alternatywą było wiązanie każdej wręgi z dwóch kawałków "kolanek" uzyskanych po odcięciu jednej gałęzi z naturalnego rozwidlenia. Potrzebne było minimum 6 takich części na 3 wręgi. Największym wyzwaniem konstrukcyjnym była środkowa wręga, która powinna być otwarta z góry, aby umożliwiła wsiadanie.
Samo poszukiwanie właściwego materiału przeciągało się nadmiernie, a według opisu całe wykonanie przez dwóch ludzi miało trwać tylko 35 min.
Ostatecznie zdecydowałem się na wersję płaskiego "półmiska" o długości ok. 2,5m i szerokości ok. 0,9 m. Pałatka została założona wokół górnych krawędzi szkieletu i podłożona pod dolne wzdłużnice, a następnie całość wielokrotnie owinąłem sznurkiem, wiążąc na każdym obwoju kolejny węzeł, aby uniknąć rozluźnienia konstrukcji na wodzie.

Próby pływalności odbyły się na rzece Rózi pod Łomżą, po zmroku i nago, z obawy przed zamoczeniem ubrania w przypadku porażki.
Udało się! Zewnętrzna warstwa pałatki nasiąkła i uszczelniła się a wewnętrzna pozostała sucha. Trudność stanowiło wsiadanie (mimo przyzwoitej stabilności), a nisko przebiegająca burta napawała obawą przed większymi falami i szybszym nurtem.

W 2002 roku trafiłem na stronę www.shelter-systems.com/kayak.html, która pchnęła mnie do kolejnej próby.
Przedstawiony tam kajak został wykonany z grubej folii rozpiętej na stelażu z wikliny. Wzdłużnice wykonano również z dwóch związanych ze sobą na zakładkę gałęzi, ale wręgi...
To było to!
Długie na 2,5 do 3m witki wikliny wielokrotnie owinięte wokół siebie zostały zwinięte w eliptyczne wręgi. Nie mogłem tego nie sprawdzić.
Kupiłem za 15 zł pęk ok. 40 pięknych, wyselekcjonowanych i najdłuższych witek wikliny prosto z plantacji, oraz 2 m bieżące folii ogrodniczej o szerokości 5 m za kolejne 8 zł i przystąpiłem do pracy.
Najpierw trzeba było połamać kilka witek w ramach nauki. Zadanie jest proste, ale pod warunkiem posiadania minimalnej wiedzy i nabrania odrobiny wprawy.

Mamy za sobą najtrudniejszy etap. Teraz przychodzi kolej na wzdłużnice i łączenie całości. Potrzebujemy minimum 12 witek wiklinowych (po 6 na dziób i rufę).

  1. Wiążemy do tylnej wręgi końcówki dwóch witek dziobowych.
  2. W odległości 0,8 m (długości ramy kokpitu) dowiązujemy pomiędzy witkami dziobowymi przednią wręgę.
  3. Dowiązujemy kolejno pozostałe witki dziobowe.
  4. Teraz zaplatamy je ze sobą poczynając od środkowych-bocznych i dołączając kolejno górne i dolne, tak aby uzyskać płaski "łyżkowaty" kształt dziobu spotykany we współczesnych górskich kajakach polietylenowych (np, Necky). Dziób taki nie zapewni nam wprawdzie rewelacyjnych prędkości, ale zapewni dużą pojemność (miejsce na nogi), wyporność i stabilność.
  5. Teraz wiążemy witki rufowe kolejno do przedniej i do tylnej wręgi.
  6. Witki rufowe zaplatamy uzyskując rufę o takim samym kształcie jak dziób.
  7. Dziób można teraz przywiązać sznurkiem do górnej części przedniej wręgi, a rufę do górnej części tylnej wręgi, co je nieco uniesie zwiększając dzielność kajaka i jego zwrotność.

Nie należy przejmować się drobnymi niedokładnościami wynikającymi z niejednorodności materiału. Elastyczność konstrukcji i zapas bezpieczeństwa wynikający z proponowanych proporcji skutecznie kompensuje tę niedogodność.

Przechodzimy do kolejnego etapu.

  1. Wiążemy do obu wręg krótkie "maszty", wystające górą ok. 5-10 cm, (potrzebne do umocowania ramy kokpitu), uważając, aby nie dolne ich końce mieściły się wewnątrz zewnętrznego obrysu wręg i nie dotykały w przyszłości do powłoki kajaka na jego dnie (mogłyby ją przetrzeć)
  2. Z patyków o długości ok. 90 cm gęsto wiążemy podłogę pomiędzy wręgami (po ich wewnętrznej stronie).

Montaż.

  1. Na środku folii ogrodniczej o wymiarach 2 x 5 m układamy szkielet kajaka.
  2. Luźno zakładamy ramę kokpitu, tak aby wystające w górę "maszty" znalazły się wewnątrz i nie pozwalały mu się przesuwać do przodu, czy do tyłu.
  3. Owijamy folią szkielet kadłuba przekładając jej krawędzie od spodu ramy kokpitu, wewnątrz niej, do góry i na zewnątrz.
  4. Naciągamy powstałą powłokę wyciągając utworzony w ten sposób "kołnierz" i owijając go ściśle poniżej ramy kokpitu sznurkiem.
  5. Całość kajaka owijamy kolejnymi pętlami sznurka i zabezpieczając je przed zsunięciem i rozluźnieniem.

Tak skonstruowany kajak testowałem na starorzeczu Warty skąd pochodzą dołączone zdjęcia. Miał on wymiary ok. 2,5 m długości, 0,6 m szerokości i 0,3 m głębokości.

Niestety nie można porównać go z fabrycznymi kajakami górskimi, na których się wzorowałem (tym bardziej, że bez fartucha nie da się robić zbyt głębokich przechyłów bez zalania wnętrza wodą), a jego stabilność, wymaga doświadczenia (zwłaszcza przy wsiadaniu i wysiadaniu). Dlatego też polecam następujące wymiary:

Twierdzę, że satysfakcja z pływania samodzielnie zrobionym kajakiem nie da się z niczym porównać. Ponadto kajaki dla dzieci, robione na miarę, nie wydają mi się nadmierną ekstrawagancją przy tak niskich kosztach, a mogą zaszczepić w nich bakcyla survivalu, wodniactwa i majsterkowania, zapewniając nam płaszczyznę porozumienia i okazję do wspólnego spędzania czasu.

do góry strony

survival_zielona_kuchnia