strona główna
survival
patenty
rośliny jadalne i użytkowe, galeria
tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki
nowości
zrób to sam
filmy i programy, aktualnie w TV
sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć?
jedzenie
o autorze
umiejętności podstawowe i zaawansow.
spis treści, słownik, szukaj

Autor: Jacek Drabarczyk

Pokonywanie przeszkód wodnych
część 1 - ogólna

Marsz w zróżnicowanym terenie to sama przyjemność, satysfakcja i zdrowie. Trudno znaleźć lepsze ćwiczenia ogólnorozwojowe.
Daje on dodatkowo okazję do przekraczania różnych strumyków.
Jest wiele sposobów, ale ja zawsze mam z tym problem, gdyż żaden z nich nie jest uniwersalny, a każdy czasochłonny.
Pomijam tu oczywiste „gotowce”, jak przechodzenie po kamieniach, przewróconych drzewach, kładkach i mostkach.
A więc kolejno:

  1. Skok o tyczce - możliwe pluszczące lądowanie w samym środku strumyka,
  2. Wahadło na bosaku (to taki kij z hakiem) - duży czas wykonania bosaka, konieczność posiadania, chociaż czekana, lub innego haka.
  3. Brodzenie w pończochach od OP-1, zakładanych na buty marszowe - suszenie, noszenie ciężaru, a strumyk i tak będzie za głęboki.
  4. Brodzenie w woderach opuszczanych nisko podczas marszu - jak wyżej, a maszerować w nich trudno.
  5. Most z grubych gałęzi - poszukiwanie materiału, ciężka praca, a most i tak może odpłynąć, załamać się lub zatonąć pod ciężarem ciała,
  6. Brodzenie boso - wielokrotnie pokaleczyłem stopy.
  7. Brodzenie w butach marszowych - odparzenia stóp, obtarcia, możliwe przeziębienie.
    Próbowałem również zastosować rzymskie caligae (rodaj wysoko szurowanych sandałów stosowanych przez legionistów rzymskich w zamierzchłych czasach), jako buty uniwersalne, po starannym zaimpregnowaniu ich pasków. Do brodzenia i do marszu po rosie lub w deszczu zakładane na gołą stopę, lub na skarpetę neoprenową.
    Do marszu w upale i na mrozie – na skarpety wełniane i brezentowe trzewiki.
    Jakiś czas temu pojawiły się jednak amerykańskie buty przeznaczone dla żołnierzy NAVY SEALS, wyglądające jak lekkie trapery, zaopatrzone w otwory odpływowe w podeszwach i trzy różnej grubości wkładki regulujące ich rozmiar w zależności od konfiguracji zastosowanych do wnętrza skarpet – neoprenowych, zwykłych wełnianych lub letnich lnianych. Teraz zastanawiam się poważnie nad ich zakupem.
  8. Brodzenie w zapasowych trampkach, plecionych łapciach, lub sandałach (łatwo je zgubić w błocie) - dodatkowy ciężar, ale chyba najlepsze rozwiązanie, zwłaszcza, jeśli całe ubranie schowa się w plecaku niesionym na barku i podpiera się podręczną laską. Tyle że … zimno. Ja zakładałem skarpety neoprenowe, które i tak zawsze noszę w plecaku, dzięki czemu chociaż czułem własne stopy.
  9. Pływanie z uszczelnionym torbami foliowymi plecakiem jako pływakiem, asekuracyjnym pchanym przed sobą lub założonym na plecach wzorem armii amerykańskiej. Niestety później całe ubranie jest mokre od ociekającego wodą plecaka.
  10. Pływanie z plecakiem pełniącym rolę pływaka po owinięciu go namiotową płachtą foliową. Ważne aby łączenie wszystkich krawędzi płachty wykonać na wierzchu leżącego plecaka, związać je linką i dodatkowo owinąć linkę wokół , aby utworzyć uchwyty do trzymania, popychania i sterowania podczas płynięcia, brodzenia lub przenoszenia go na ramieniu. Oczywiście ubranie należy schować w plecaku, a na nogi założyć obuwie przeznaczone do wody.
    Od kiedy na biwakach stosuję foliową płachtę z supermarketu (za 9 zł), zarzuciłem nawet stosowanie kolejnego, bardziej komfortowego sposobu, polegającego na:
  11. Pływaniu na pontonie (o masie 2kg i wyporności 100kg), lub obok niego. Dmuchanie, wsiadanie i wysiadanie jest najlepszą okazją do niechcianej kąpieli. Do tego suszenie, składanie i noszenie ciężaru, a samego płynięcia przez strumyk 2 minuty. Kiedyś przeprawiałem się jednoosobowym pontonem w trzy osoby przez jezioro - my w wodzie, a bagaże w pontonie.
    Kiedy indziej spławiałem się z żoną rzeką Skrwą, holując za sobą na lince ponton z dwoma plecakami.

Ostatnie sposoby chyba załatwiają wszystkie przeszkody wodne w optymalnym czasie i warunkach.
Czyli buty do brodzenia i płachta, jako podstawa, a neoprenowe skarpety lub neoprenowe buty i ewentualnie ponton, jako wyraz komfortu. Problem tylko, żeby te zapasowe buty były jak najlżejsze, nie nasiąkały i szybko schły.
Celowo nie piszę o linach. Moim zdaniem dla jednej lub dwóch osób nie warto ich rozpinać, a i tak ktoś pierwszy i ostatni musi pokonać taką przeszkodę na mokro.
Natomiast zarzucanie liny z hakiem, możliwe jest raczej tylko na filmach. Liny mogą, więc przydać się jedynie, jako asekuracja.

Mimo przeczytanych przeze mnie książek, i tak doświadczenie zbieram boleśnie na własnej skórze. Co więcej zamiast odpowiedzi znajduję coraz więcej pytań i nierozwiązanych problemów. Sam jestem zaskoczony ilością sprawdzonych przez mnie sposobów.
Pisząc to nabrałem apetytu na eskapadę. Chyba jednak w najbliższy weekend wyrwę się, chociaż na jakąś najmniejszą przeprawę.

Ciąg dalszy: przeprawa z pływającym plecakiem.

do góry strony

survival_zielona_kuchnia