strona główna
survival
patenty
rośliny jadalne i użytkowe, galeria
tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki
nowości
zrób to sam
filmy i programy, aktualnie w TV
sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć?
jedzenie
o autorze
umiejętności podstawowe i zaawansow.
spis treści, słownik, szukaj

Dostałem list od Adama "sympatyka survivalu" na temat syndromu szeryfa. Ponieważ jest on bardzo obszerny - umieściłem go bez skrótów w osobnym pliku zamiast dopisywać go do "listy patentów".

Jak sobie radzić z "syndromem szeryfa"

Sam nie nazwałbym się survivalowcem, ale zdarza mi się raz-dwa razy w roku, ruszyć na szlak, gdzie pokonuję marszem 20-30 km dziennie. Z reguły w spiekocie letniego dnia..... Czasem też wyruszam w leśno-błotne dzicze w celu obserwacji i fotografowania ptactwa wodnego. Stąd posiadam pewne doświadczenia, którymi chętnie się podzielę.

Do napisania listu skłonił mnie temat "Syndromu Szeryfa" który faktycznie może skutecznie faceta unieruchomić. Zadał Pan pytanie "jak sobie radzili z tym legioniści...?" Otóż, nie wiem jak oni sobie radzili, ale wiem jak radzę sobie ja. Od paru lat mam z nim (puk, puk, odpukać)..."spokój" - więc sposób uważam za przetestowany i skuteczny. (Testowany na sobie i moim kumplu, którego wdzięczność była i jest wielka !!!).

Otóż, oczywiście najpierw zapobiegam - czyli wygodne majtki, przede-wszystkim SUCHE i możliwie często zmieniane... O myciu nie wspominam, bo higiena to podstawa. (Choć z obserwacji otoczenia widzę, że czasem warto jednak przypomnieć o truizmach - zwłaszcza młodemu pokoleniu).

Stosuję zwyczajne bawełniane slipki, zdecydowanie nie bokserki (więcej materiału oznacza więcej zatrzymanego potu = wilgoci). Nie kupuję żadnych wyszukanych slipów termoaktywnych, gdyż będąc w terenie raz czy dwa w roku - nie mam ochoty wydawać ekstra pieniędzy na ekstra oddychające materiały... O tym, że bawełna nie jest najszczęśliwsza na bieliznę w teren - bo chłonie i zatrzymuje wilgoć, wiadomo.... ale jak się nie ma co się lubi... tu ekonomia robi swoje... a bawełna jest po prostu tania.

Spodnie - oczywiście zapewniające wentylację, ale o tym Pan napisał dosyć, więc pozostaje mi tylko zgodzić się z tym co już napisane. Chętnie używam spodni 3/4 - zawsze z naturalnych materiałów. O dziwo często także bawełnianych... mimo ich wad.

Do zapobiegania należy także... usunięcie nadmiaru włosów w "okolicach", zwłaszcza pachwin. Ale nie w przeddzień wymarszu (murowane podrażnienia) tylko parę dni wcześniej. Włosy znakomicie przechowują pot, a wilgoć w kroczu to główna przyczyna problemu... Zabieg nie jest jednak krytycznie konieczny.

Głównym elementem mojego działania zapobiegawczego jest to, że przed wymarszem smaruję okolice krocza i ud LINOMAGIEM - i to dość grubo. Ta całkowicie naturalna mikstura zawiera cytuję "wielonienasycone, egzogenne kwasy tłuszczowe (czyli po prostu witaminę F) ... niezbędne do utrzymania prawidłowego stanu skóry". O zbawiennym wpływie na metabolizm lipidów nie piszę tutaj - odsyłam zainteresowanych do Google - hasło "linomag" :)

Maść czy krem po pierwsze są tanie (7zł)[Tekst był pisany w 2009 roku. BJ], po drugie tubka waży tylko 30 g a starcza na dwie-trzy wyprawy. Kupić je można w każdej aptece i w większości sklepów z ziołami. Co najważniejsze specyfik NIE WYWOŁUJE ŻADNYCH skutków ubocznych (no może poza specyficznym zapachem - niezbyt przyjemnym, ale do przeżycia...)

Po co smarować ? Bo... "kto smaruje ten jedzie". Ta stara prawda sprawdza się i w marszu. Krem czy maść zapewnia "poślizg" ocierającej się o siebie skórze - a więc minimalizuje ryzyko otarcia. Natłuszcza i nawilża skórę - zapobiegając jej wysuszeniu (pot nie nawilża skóry!!!) Skóra zabezpieczona linomagiem po prostu jest mniej podatna na uszkodzenia w tak strategicznym miejscu!!!

Jeśli nie posmarujemy "zapobiegawczo", a wystąpią otarcia - to można i należy krem czy maść zastosować już leczniczo - ale im wcześniej tym lepiej. Kiedy z otarć leje się już krew... na linomag jest zdecydowanie ZA PÓŹNO. Nie stosujemy go na żywe rany...

Dobrze jest w czasie marszu (ot np. w związku z koniecznym zatrzymaniem się na czynności fizjologiczne) uzupełnić "smarowanie", w sumie wystarczy dwa lub trzy razy na dzień. Zapewniam - "to" działa.


Jest jeszcze inny wątek "Syndromu Szeryfa". Trochę bardziej wstydliwy i raczej pomijany... Na żadnej stronie "surviwalowej" do tej pory nie znalazłem ani słowa w temacie... grzybicy. Tak, tak... pot, plus wysoka temperatura, oraz kiepska wentylacja skóry w pachwinach sprzyja rozwojowi grzybic. Podobnie zresztą jak pomiędzy palcami stóp w nogach. Jeśli ktoś ma niewielkie, niezauważalne na codzień zakażenia - może być pewny że "w terenie", objawy nasilą się dziesięciokrotnie. Często wystarczą dwa, trzy dni marszu i mogą ujawnić się skutki grzybicy - z reguły rozpoznawane błędnie jako "otarcia". O tym, że grzybica skóry wywołuje olbrzymie problemy, przekonywać nie trzeba... Przykry zapach jest najmniejszym z nich. Chora skóra wywołuje pieczenie, świąd, potem nieznośny ból, z czasem nawet krwawienie. A to już nie żarty. Na tym kończy się marsz i... przygoda. Jeśli do tego dodamy, że grzybica jest zakaźna... i to, że zarodniki dość łatwo się przenoszą...
Sprzyja temu wspólny ręcznik, pożyczone "na moment" cudze buty, wspólna prowizoryczna obozowa łaźnia, publiczne prysznice na polu namiotowym, pożyczona (sic!!!) szczoteczka do zębów, pożyczone dla obcięcia paznokci "cążki" (grzybica paznokci jest także dość częsta). Zakażenie ułatwia, częsty kontakt z wilgocią (a nie łazisz po błotach?) oraz... bliski kontakt z osobą zakażoną - i bez żadnych mi tu "podtekstów" - a mało to razy spałeś z kumplem w jednym śpiworze? Teraz już rozumiemy, że nawet jeśli wychodzimy z domu całkowicie zdrowi, to w czasie wspólnych wypraw w terenie, gdzie dla oszczędności wagi i miejsca w plecaku ilość "wspólnych" akcesoriów jest spora - okazji do zakażenia się grzybicą (o ile się nie zachowuje rozsądku) jest bardzo wiele.

Grzybica rozwija się szybko i wyprawa zaplanowana na dwa-trzy tygodnie może się po paru dniach zakończyć... Tematu nie wolno więc lekceważyć.

Co robić ? Po pierwsze profilaktyka... czyli unikać okazji do "złapania" grzybków... Bo to choroba zakaźna - przenosi się przy pomocy - no, patrz tekst powyżej. A jeśli już "złapiemy" albo... nie wiemy że mamy, a objawy pojawią się w trasie... Co robić doraźnie? Hmmm.... "kto smaruje ten jedzie". To już wiemy... Warto mieć ze sobą oprócz linomagu jeszcze tę jedną tubkę maści przeciw grzybicy. Ilość specyfików jest tak duża jak i ilość odmian grzybicy...

Jest najtańszy clotrimazol (3 zł tubka 20 gr) uniwersalny i bardzo skuteczny, bo działa na większość grzybic, jest równie skuteczna maść undecylenowa - która dodatkowo dzięki swojemu zapachowi odstrasza owady (11 zł za 30 gr), jest też szeroko reklamowany w TV lamisilat za bagatela 25-30 zł...

Nie chcę tu prowadzić żadnej reklamy, każdy może w aptece wypytać, są też fora internetowe, gdzie ludzie opisują skuteczność tego czy innego specyfiku (a jest ich naprawdę wiele). Na bazie własnych doświadczeń - wiem, że drogie nie zawsze znaczy najlepsze... U siebie przypadłość tę skutecznie wyleczyłem parę lat temu maścią undecylenową właśnie, stosując jednocześnie z linomagiem (żadnych reakcji wzajemnych).

OCZYWIŚCIE, ZASTOSOWANIE MAŚCI "W TERENIE" - JEST TYLKO DZIAŁANIEM DORAŹNYM. POZWALA JEDYNIE NA ZŁAGODZENIE SKUTKÓW, czyli umożliwia wykonanie "zadania" - jakim jest przetrwanie "w terenie".

Raz nabytej grzybicy na pewno nie wyleczymy w parę dni. Leczy się ją niestety długo i nie jest to proste. Najlepiej oczywiście powierzyć to zadanie lekarzowi... Eksperymenty na sobie... no, chyba że ktoś lubi.

Należy jednak przede-wszystkim ZAPOBIEGAĆ. Sztuka survivalu, polega głównie na umiejętności UNIKANIA zagrożeń, potem dopiero radzeniu sobie z nimi. A grzybica stóp czy pachwin... raczej prędzej niż później zatrzyma największego nawet twardziela...

Tyle moich przemyśleń na temat "Syndromu Szeryfa"...

sympatyk surviwalu
Adam