strona główna survival patenty rośliny jadalne i użytkowe, galeria tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki nowości zrób to sam filmy i programy, aktualnie w TV sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć? jedzenie o autorze umiejętności podstawowe i zaawansow. spis treści, słownik, szukaj

Kiedyś wędrowałem drogą Pawłowo-Boże Pole Królewskie i na mapie w pobliskim lesie wypatrzyłem duże bagno. Przy pierwszej wiosennej okazji skrzyknęłem więc 2 kumpli i pojechaliśmy. Wysiedliśmy z PKSu w Pawłowie.

W pierwszych napotkanych krzaczkach wycięliśmy sobie kije i doszliśmy do jeziora (3 na mapie powyżej).
Tam skręciliśmy w las żeby zbadać najpierw bagna na północ od drogi (1 na mapie). Okazało sie że to są głównie lekko podmokłe lasy ale w zachodniej części znajduje się resztka zarastającego jeziora. Postanowiliśmy je sforsować. Niestety w pewnym momencie okazało się że jest zbyt głębokie, żeby je sforsować po dnie a duża ilość zielska uniemożliwia pływanie. Szybko nadmuchaliśmy materac (taki stary z grubej gumy) i asekurowany długą linką dopłynąłem do wysepki.
Kiedy już byłem na brzegu Dyzio przywiązał sie na środku linki asekuracyjnej i ciągnięty przeze mnie dotarł na drugą stronę. Następny był Mucha - ponieważ jednak nie mógł się zdecydować na wejście do wody "pomogliśmy" mu w decyzji linką asekuracyjną.
Manewr powtórzyliśmy to jeszcze 2 razy i uznaliśmy że jeziorko zostało "zeksplorowane".

Następnie przeszliśmy na drugą stronę drogi, która biegnie tu na lekkim wzniesieniu.
Południowa część bagna (nr 2 na mapie) jest torfowiskiem, częściowo wyeksploatowanym. Niestety niektóre wykopy są nieosiągalne dla "normalnych" ludzi - stojąc na brzegu nie mogłem złapać kijem gruntu.
Dla treningu wybraliśmy sobie rów po torfie szerokości 5 i długości 30-40 metrów pokryty średniomocnym "dywanikiem". Razem z Dyziem popełzliśmy przodem - na przemian kij-kolana-kij-kolana. Mucha ruszył za nami ale że szło mu niesporo więc próbował zrobić dłuższy krok wstając z kolan i wtedy dywanik się pod nim zarwał. Oparł kij na brzegu ocalałego dywanika i nie zanurzył sie poniżej szyi. Niestety pod dywanikiem jego nogi nie miały żadnego oparcia i nie mógł się samodzielnie wczołgać na powierzchnię. Podaliśmy mu z Dyziem nasze kije i wyciągnęliśmy na powierzchnię.
Po fakcie przyszło nam do głowy, że kije powinny mieć jakiś hak na jednym końcu. Wtedy można by się samemu zaczepić o brzeg i wyciągnąć z topieli. Albo zaczepić kijem o kij i pomagać sobie na większą odległość niż 2 metry.

Po treningu podeszliśmy do większej połaci torfianki. Niestety już pierwsza próba wykazała że bez pontonu nie możemy jej forsować przez środek - brak dywanika i głębokość do 4 metrów. Przy brzegu jednak mieliśmy szansę - i poszliśmy.
Czasem szliśmy po dywaniku, czasem brodziliśmy w gęstej "zupie" a czasem wyczołgiwaliśmy się na niskie wały, żeby zanurzyć się po drugiej stronie. Ponieważ była połowa czerwca, więc bagienko było przyjemnie ciepłe. Gdzieś w pobliżu żuraw krążył wokół gniazda. Kiedy już wyszliśmy na drugi brzeg w małym lasku i zaczęliśmy wylewać wodę z butów, przyjechał właściciel lasku. Pytał dlaczego weszliśmy na jego prywatny teren, skoro wszystkie drogi obstawił tablicami? Wyjaśniliśmy mu że od strony bagien nie było żadnych tablic.
Wróciliśmy do jeziora, wypłukaliśmy ciuchy, założyliśmy coś suchego i wróciliśmy do domów.

Powrót do góry

survival_zielona_kuchnia