strona główna survival patenty rośliny jadalne i użytkowe, galeria tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki nowości zrób to sam filmy i programy, aktualnie w TV sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć? jedzenie o autorze umiejętności podstawowe i zaawansow. spis treści, słownik, szukaj

Farley Mowat "Zagubieni w tundrze kanadyjskiej"

Nasza Księgarnia
Warszawa 1978.

Dwóch nastolatków w czasie wyprawy myśliwskiej traci łódź na katarakcie. Muszą spędzić zimę z daleka od ludzkich siedzib. W skrócie: młodzieżowa wersja Robinsona Crusoe w tundrze kanadyjskiej.


Bezceremonialnie odwrócił się do swojej roboty, zwalając na stertę namokły sprzęt. Ocalał tylko jeden sztucer, ale za to ponad sto naboi. Był toporek, puszka do gotowania herbaty, patelnia, koce, parę derek ze skór karibu, żyłka na ryby, kawałek sieci i różne inne przedmioty obozowego ekwipunku. Jedno z wioseł, złamane przy piórze, wyrzuciła woda nie opodal na brzeg. Lina przeznaczona do holowania czółna w górę wodospadów, została przywiązana do ławki bliższej dziobu i Awasin uratował owe pięćdziesiąt stóp półcalowej linki.
Obrzucając krytycznym spojrzeniem skromny dobytek, poczuł się niemal uspokojony. Ten sprzęt wystarczyłby prawdziwemu człowiekowi lasu do przeżycia przynajmniej kilku tygodni. (str. 59)

Wreszcie świderek był skończony i gotowy do użytku. Awasin położył teraz płaską deseczkę na ziemi i jeden koniec zaostrzonego patyka-świderka - wetknął w jej stożkowaty otwór. Potem ukucnął nad świderkiem i ujmując niewielki ustnik mocno między zęby nasadził go na górny szpic patyka. Następnie pociągając mocno za oba końce rzemyka, wprawił świderek w ruch. Patyk wirował gwałtownie raz w jedną, raz w drugą stronę, a jego zastrugane czubki obracały się swobodnie - jeden w zagłębieniu deseczki, drugi ustnika. Awasin nacisnął mocno ustnik, zwiększając w ten sposóbtarciedrewno rozgrzewało się coraz bardziej, aż z otworu deseczki uleciała w górę cieniutka smużka dymu.
/.../ Nie zatrzymując świderka, Awasin krzyknął przez zaciśnięte zęby:
- Trawy! Szybko, Jamie! (str. 63)

Wielka ryba wyciągnięta na płytką wodę rzucała się tak gwałtownie, że mało nie przewróciła Awasina.Chłopak nie miał odwagi ciągnąć ją dalej w obawie, że zerwie żyłkę. Pospiesznie owiązał więc żyłkę wokół sporego głazu i skoczył do kotłującej się wody. /.../ nagle żyłka pękła. ale Awasin był na to przygotowany: obie ręce miał już wczepione w czerone skrzela potężnej troci, która wijąc się i szarpiąc w końcu przewróciła go na plecy. /.../ Nagle wyśliznęła mu się z jednej ręki i Awasin rozpaczliwie rzucił sie na rybę, która szerokim ogonem chlasnęła go prosto w twarz.
Zareagował z szybkością, która mogła zadecydować o życiu lub śmierci głodowej. Wbił zeby w ogon troci i uczepił się jej jak terier. (str. 69)

Powbijali wokół ogniska pionowo płaskie kamienie i pozawieszali na nich płaty mięsa. Następnie, nie bacząc na dym, który szedł prosto w pobladłe niebo, przykryli węgle wilgotnym mchem. Gęsty dym osnuwał mięso, które zaczęło ciemnieć i schnąć. (str. 70)

Mizerna roślinność arktyczna wzbogaciła ich zapasy o jeszcze jeden, może nawet cenniejszy, artykuł. W niskich kępach zarośli na moczarach, niemal całkowicie zakryte w mchu, możan było znaleźć jagody bażyny i mącznicy. Chłopcy spędzili dwa dni na ich zbieraniuy,efektem czego było niemal pięćdziesiąt funtów pomarszczonych małych jagódek, już częściowo ususzonych. Dosuszyli je więc nad ogniem, żeby nie sfermentowały. Połowę tego zapasu Awasin zmieszał z utartym na proszek między dwoma kamieniami mięsem karibu i zalał wrzącym tłuszczem. Wyjątkowo nieapetycznie wyglądającą mieszaninę wlewał do patelni, by zastygła w płytki, które następnie zawijali w skóry i chowali. Był to pemmican, jak wyjaśnił Awasin, pożywienie n iezbedne na szlaku, kiedy rozpoczną długą zimową wędrówkę na południe do lasów. (str. 114)

Awasin /.../ zabrał się do sporządzania indiańskiego sznura.
Wziął skórę karibu i powystrzygał, a następnie powyskrobywał z niej wszystkie włosy. Potem namoczył ją tak, że zrobiła się miękka, rozłożył na ziemi i przybił kołkami. Z kolei naciął skóre nożem przy samym brzegu i od tego miejsca poczynając, kroił ją spiralnie, aż po dojściu do środka uzyskał wąski rzemyk na cal szeroki i niemal na sto stóp długi.
Po godzinnym moczeniu go w ciepłej wodzie skręcał go w dłoniach od końca do końca, powtarzając tę czynność kilkakrotnie, aż wysychając powoli skóra utworzyła gruby na ćwierć cala rzemienny sznur, mocny jak najlepsza konopna lina. (str. 135)

/.../ Jamie zabrał się za kominek.
Przede wszystkim więc ułożył pośrodku podłogi koło z kamieni o średnicy mniej więcej trzech stóp i wysokości jednej stopy. Następnie wypełnił je piaskiem, w który powtykał na sztorc płaskie kamienie, tak że tworzyły półkole. Po długich poszukiwaniach na zboczach wzgórz znalazł dwa bardzo cienkie kamienie długości dwóch stóp i szerokości sześciu cali. Położone na kamiennym półkolu, miały stanowić podstawkę dla patelni czy też coś w rodzaju płyty do gotowania. Wreszcie za pomocą siekierki wykopał rowek, który przebiegał pod ścianą chaty i kończył w odległości kilku stóp za chatą. Rowek ten przykrył kamieniami i piachem, zostawiając przy obu końcach otwarte wyloty. (str. 139)

Rześkim, mroźnym rankiem wynieśli sanki na dwór. Awasin przymocował z przodu dwa rzemienie do ciągnięcia, a Jamie załadował trochę sprzętu i derki, teraz bowiem, z nastaniem zimy, byłoby niebezpiecznie ruszac się gdziekolwiek dalej nie będąc przygotowanym na przymusowy nocleg w razie nagłej burzy. W końcu założyli sobie na ramiona rzemienne pętle i pociągnęli. Sanki przypominały bryłę ołowiu!
Jamie był zawiedziony, ale Awsin zupełnie się nie przejął.
- Zupełnie zapomniałem - powiedział - Czipewejowie polewają płozy wodą i czekają aż zamarznie. Powstaje wtedy lodowa powierzchnia, która daje doskonały poslizg. Poczekaj chwilę...
Pobiegł po naczynie ichlusnął parę razy wodą na płozy, które niemal natychmiast pokryły się warstwą lodu. Następnie wygładził powierzchnię scyzorykiem.
- Teraz spróbujmy - powiedział.
Tym razem sanki ruszyły tak gładko, że chłopcy prawie nie czuli ucisku na ramionach. (str. 149)

Awasin znalazł sie akurat poza zasięgiem ogromnego niedźwiedzia. Jamie próbował krzyknąć, ale uniemożliwił mu to ból w płucach tak wielki, jakby miał w nich tłuczone szkło. Wydał tylko ochrypły jęk ale to wystarczyło. Awasin odwrócił się, zobaczył go i rzucił się ku niemu. Złapał przyjaciela w momencie, kiedy Jamie zachwiał się i padał.
- Sztucer! - wymamrotał jeszcze Jamie, zanim zemdlał. - Weź sztucer!
Ogarnęła go wielkimi falami ciemność, ale jeszcze jak przez mgłę dotarł do niego huk wystrzału i zaraz po nim trzy następne; potem ciemność stała się całkowita i i Jamie nie słyszał już nic więcej. (str. 182)



Na skróty po stronie:

survival_zielona_kuchnia