strona główna survival patenty rośliny jadalne i użytkowe, galeria tereny wypadowe, wyprawy
książki, linki nowości zrób to sam filmy i programy, aktualnie w TV sprzęt: pełny i minimalny
jak zacząć? jedzenie o autorze umiejętności podstawowe i zaawansow. spis treści, słownik, szukaj

Tygodniowy obóz w Lasach Janowskich (czerwiec 2003)

Już w zimie zaczęliśmy rozmawiać o czerwcowym "obozie" w gronie naszej survivalowej "rodziny". Czerwiec wybraliśmy, bo nie ma wtedy upałów a i turystów niewielu. Miejsce - Lasy Janowskie wybraliśmy tak żeby wszyscy (mieszkamy w całej Polsce - od Warszawy do Katowic) nie mieli zbyt daleko. Dodatkowo Andrzej zna tamte tereny i mógł nam podpowiedzieć, które fragmenty lasu nadają się do survivalu.

sobota 21.06.03r

Rano pierwsza trójka uczestników (Ania, Przemek i Bogdan czyli ja) spotkała się w Warszawie i dojechaliśmy do Lipy. Z mapy wynikało że najkrótszą drogą do Kruszyny jest stare torowisko kolejki wąskotorowej. Trochę mieliśmy problemów z odnalezieniem jej początku ale potem okazała się całkiem wygodną trasą. Lasy Janowskie przywitały nas wielką ilością dojrzałych jagód, z czego natychmiast skorzystaliśmy. W Kruszynie zapytaliśmy w pierwszej zagrodzie z brzegu o pozwolenie na rozbicie namiotów. Od razu dostaliśmy pozwolenie i całą łąkę do wyboru. Wybraliśmy miejsce w kącie łąki z dwóch stron ograniczone wysokim lasem. Nasi gospodarze okazali się bardzo miłymi ludźmi - nie tylko pozwalali nam bez ograniczeń korzystać z łąki, stawu i studni ale również oferowali podwodę do sklepu. Rozbiliśmy namiot, zjedliśmy kolację i do późna siedzieliśmy przy ognisku.

niedziela 22.06.03r

Ranek rozpoczęliśmy od upieczenia chleba w/g przepisu Raya Mearsa na pokrywce od kociołka ustawionej obok ogniska. Piekł się bardzo wolno ale zjedliśmy go z serkiem. Poprawiliśmy to wieczorem: Pokrywka od menażki i patelnia wstawione w żar pieką chleb szybciej. Za szybko - placek był czarny od spodu. Czekając na chleb zwiedziliśmy najbliższą okolicę i strugaliśmy sztućce.

Torowisko kolejki wąskotorowej Chlebek pieczony na patelni Prace w drewnie - łyżka

poniedzialek 23.06.03r

Rano przed pobudką Fredi zrobił zwiad terenowy śladem wschodzącego słońca. Po śniadaniu wyplataliśmy maty z liści pałki wodnej a Fredi wzorem Andrzeja zrobił kubek z kory brzozowej. Na obiad zrobiliśmy dziwną zupkę - miała być z podagrycznika ale było go za mało więc dorzuciliśmy szczawiu, dziurawca, kostek rosołowych, rozchodnik. Jak już się ugotowało - zjawiła się reszta ekipy Andrzej i Basia z chłopcami.
Na kolację upiekliśmy chlebki z jagodami, piekły się powolutku w menażkach i po kolei spokojnie je zjadaliśmy (czyt. rzucalismy się jak psy na kosci :). Wieczorem Fredi z Andrzejem zrobili sobie spanko pod świerkiem.

Świt w lesie Kubek z kory brzozowej Sypialnia 'pod świerkiem'

wtorek 24.06.03r

Wyruszyliśmy całą grupą na wycieczkę. Najpierw przez stawy hodowlane. Potem drogą przez las. I wreszcie dotarliśmy do rezerwatu Imielity Ług. Wyspa na środku bagien i jeziora - nic dziwnego, że ukrywali się tu partyzanci a teraz żyją bobry. Po drodze obżeraliśmy się poziomkami i pałką wodną. Wróciliśmy do obozu zmęczeni trasą kolejki leśnej. Po kolacji oglądaliśmy gwiaździste niebo a kilkoro z nas nauczyło się znajdować Gwiazdę Polarną.

Poziomki znalezione po drodze
na chwilę przed zjedzeniem Rezerwat Imielity Ług Rezerwat Imielity Ług Rezerwat Imielity Ług-ślady bobrów

środa 25.06.03r

Poranną kąpiel braliśmy w pobliskim strumyku - 20 cm wody to wystarczająca głębokość. Bogdan przed pobudką skoczył do sklepu - 2km w jedną stronę. Po śniadaniu Andrzej i Fredi robili wędki i pułapkę na raki. Dziewczyny z chłopcami poszły na jagody i przyniosły zapas na obiad: Były pieczone chlebki i naleśniki z dżemem jagodowym a na deser kisiel. Po zmierzchu siedzimy przy ognisku.

Spławiki z kory i z pióra Chleb w kształcie menażki Naleśniki z dżemem jagodowym

czwartek 26.06.03r

Przyjechał Łukasz i zrobiliśmy "warsztaty ogniowe" - rozpalanie ognia łukiem ogniowym, soczewką i chemicznie. Na obiad zrobiliśmy wspaniałą zupę z tego co znaleźliśmy z Łukaszem w okolicy: palka wodna, barszcz, lebioda, tatarak oraz "pemmikan" i podsuszone grzybki zebrane w czasie porannych wędrowek Andrzeja z Fredim.
Po południu pod wodzą Andrzeja poszliśmy łowić ryby na pobliskim stawie. Złapaliśmy 3 ryby, z których jedną zabraliśmy do obozu i upiekliśmy w chrzanowych liściach na żarze. Z resztek zrobiliśmy zupe rybną - fantastyczna "ucha" z dodatkiem pędów świerka. Wieczorem Mrówa z dziećmi wyjeżdża razem z Łukaszem.

Trzech autorów survivalowych Pokaz niecenia ognia Zbiorowa zupka

piątek 27.06.03r

Ostatni dzień obozu był tradycyjny - Bogdan poszedł do sklepu a Andrzej i Fredi na poranny spacer nad stawy. Potem upiekliśmy chleb (zjedzony z twarogiem) i usmażyliśmy babkę - z miodem jest pyszna! Tylko smażenie zajęło nam całe popołudnie aż do kolacji na którą była przepinka.

Fredi i jego pierwsza ryba Smażenie babki Babka smażona w cieście

sobota 28.06.03r

Rano zdemontowaliśmy kuchnię i dlatego na śniadanie była tylko wojskowa Eska - suchary, konserwy - te sprawy. Odchodzimy w dal do Lipy na pociag do Lublina, gdzie żegnamy Andrzeja i mykamy na Warszawę. Ale już się umówiliśmy, że w przyszłym roku zorganizujemy sobie drugi taki obóz

koniec :)

Z pamietnika Frediego, poprawione przez Bogdana.

survival_zielona_kuchnia